Bez kategorii

Jak stracić punkty bez sensu w ośmiu łatwych krokach

Każdy czasem idzie na klasówkę nieprzygotowany. Każdemu też od czasu do czasu wyjdzie, że \(2+3\) to \(6\). Tak bywa. Są jednak takie rzeczy, na których aż głupio jest tracić punkty. Jednocześnie są to rzeczy, które być może robisz na sprawdzianach regularnie, często nieświadomie. O czym mowa?

Wykorzystujesz informacje, których nie ma w treści zadania

W zadaniu napisali, że ostrosłup. I że czworokątny. No to rysujesz kwadrat w podstawie. Nie napisali co prawda, że kwadrat w podstawie, ale przez ostatnie 247 lekcji wałkowaliście ostrosłup, co miał kwadrat w podstawie, więc tu też pewnie taki dali. No chyba że akurat nie.

Obliczasz nie to, czego od Ciebie chcą

Czasem trafi się zadanie, które składa się z wielu kroków. Nie istnieje chyba na Ziemi człowiek, który przy takim zadaniu ani razu nie zapomniał w połowie, co on w zasadzie liczył. I w świecie idealnym w takim momencie wracamy do polecenia i to sprawdzamy. W praktyce Twój mózg robi coś takiego: „Kiedyś robiliśmy podobne zadanie, no nie? Dużo razy robiliśmy. Przekątną się zawsze wyznaczało. To wyznacz przekątną, będzie dobrze.” Wyznaczasz przekątną, piszesz odpowiedź i idziesz dalej. I o kant sam wiesz czego możesz tę przekątną rozbić. Pole chcieli.

Jak to zmienić? Wyrób sobie nawyk podkreślania w treści zadania tego, o co Cię pytają i rzucania okiem na tę treść, gdy już skończysz liczyć.

Nie zastanawiasz się, czy wynik ma sens

Są takie momenty, kiedy patrzysz na rozwiązanie o podejrzanie skomplikowanej strukturze i próbujesz na szybko skonstruować profil psychologiczny nauczyciela by ocenić, czy aż tak bardzo nie ma Boga w sercu, by dawać coś takiego. Są też jednak takie, gdy wychodzi, że na grzędzie siedzi \(8\large\frac{11}{13}\) kury. Jakoś tak się składa, że wtedy wątpliwości Cię nie dopadają.

Poświęć po każdym zadaniu trzy sekundy na zastanowienie się, co w zasadzie liczyłeś. Gdy świadomie zarejestrujesz, że była to objętość kuli, zwrócisz też uwagę na to, że chyba nie powinna wyjść ujemna.

Używasz tego samego oznaczenia do kilku różnych wielkości

W szkole nam powiedzieli, że pole figury oznaczamy jako \(P\). A że w zadaniu trzeba było obliczyć pola trzech figur, to w trzech miejscach na kartce mamy zapis \(P=\) cośtam. I to jest ok. Chyba że akurat jedno z tych pól trzeba wykorzystać w następnej części zadania. Szansa, że weźmiesz nie to, co trzeba, jest naprawdę spora.

Aby temu zaradzić, wystarczy stosować indeksy dolne. Czyli na przykład możesz na rysunkach ponumerować figury i później pisać \(P_1=…\). Możesz też używać małych rysuneczków, na przykład pole trójkąta oznaczyć jako \(P_{\Delta}\). Albo \(P_{tr}\). Ważne, żebyś wiedział, co jest co.

Stawiasz sobie wyzwanie, że zmieścisz się na jednej stronie

Z jakiegoś powodu kontynuowanie zadania na następnej stronie uznajemy często za plamę na honorze. JA SIĘ NIE ZMIESZCZĘ?! No więc piszemy maczkiem, wciskamy te obliczenia i rysujemy strzałki, żeby się nauczyciel połapał. Tylko jak piszesz maczkiem i rozrzucasz kawałki zadania w różnych miejscach, to jest duża szansa, że sam się nie połapiesz. Zwłaszcza wtedy, gdy zostawiasz na jakiś czas zadanie, a później do niego wracasz.

Jeśli bardzo nie lubisz przenoszenia, to kup sobie kartki A4 zamiast A5. Serio. A jeśli piszesz sprawdzian na kartce od nauczyciela i jest tam za mało miejsca, to po prostu wyciągnij swoją i na niej pisz dalej.

Robisz za małe rysunki

To jest akurat coś, z czym kompletnie nie jestem w stanie się utożsamić. Robienie małych rysunków od zawsze wydawało mi się bez sensu. Po pierwsze – jak na rysunku postawisz trójkę, to po pięciu minutach już nie będziesz wiedzieć, do którego odcinka miała być ta trójka. Po drugie, nawet jeśli na początku zadania rysunek jest czytelny, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ile nowych informacji będziemy musieli nanieść na niego w trakcie.

Tu nie mam żadnej mądrej rady. Rób większe rysunki, po prostu.

Piszesz nieczytelnie

Miałam kiedyś ucznia, który zero i szóstkę pisał w taki sposób:

Zawsze twierdził, że on sam siebie rozczytuje. Ja mu wierzę. Wierzę, że gdy spojrzy na swoje notatki i poświęci jedną sekundę na zastanowienie się, jaka to jest cyfra, to odpowie dobrze. Tylko że na klasówce nie poświęcamy na to tyle czasu. I gdy kolejny raz wychodził mu zły wynik tylko dlatego, że pomylił zero z szóstką, to miałam ochotę dać mu w łeb.

Sposób, który się u mnie sprawdził, to wybranie jednej litery lub cyfry, którą chcemy pisać inaczej i zastanowienie się, jak ma ona wyglądać. Następnie za każdym razem, gdy napiszę ją inaczej, niż sobie założyłam, skreślam ją i piszę od nowa. To ważne, by faktycznie ją napisać, a nie tylko pomyśleć o tym, że następnym razem ją tak napiszę. Gdy już się przyzwyczaisz do nowej wersji, możesz się wziąć za kolejną rzecz do poprawienia (jeśli jest ich więcej).

Przerabiasz plus na minus

To jest coś, co ze wszystkich wymienionych przeze mnie punktów najczęściej powoduje u uczniów fejspalma podczas oglądania swoich, ocenionych już, klasówek. Jeśli napiszesz plus, a potem jednak stwierdzisz, że miał być minus, to bardzo, bardzo Cię proszę – nie rób tak:

Naprawdę nie ma znaczenia, ile razy pogrubisz poziomą kreskę – Twój mózg tę pionową i tak zarejestruje, a w pośpiechu nie dopowie sobie, że jej tam miało nie być.

Zamiast przerabiania plusa, po prostu go zamaż i nad nim napisz minus.

_________________________________________________

To są bardzo łatwe do wprowadzenia zmiany. Dlaczego więc ich nie robimy? Bo wydaje nam się, że to nie ma znaczenia. Na przykładzie zbyt małych rysunków – takie robimy, bo takie są dla nas wystarczająco czytelne. Wystarczająco czytelne, gdy w spokoju rozwiązujemy zadanie przy swoim biurku. Naszym zadaniem jest jednak wypracować schematy, które sprawdzą się w stresie i pod presją czasu. Takie, które umożliwią nam szybkie odnalezienie się w swoim rozwiązaniu, gdy wrócisz do niego po jakimś czasie.

I ja wiem, że brzmię teraz jak stara, zrzędząca ciotka. Wiem też jednak, jak dobrą robotę te zmiany zrobiły w moim przypadku. Poza tym jest mi zwyczajnie szkoda, gdy uczeń, który świetnie poradził sobie z zadaniem, traci za nie połowę punktów przez głupi minus.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

O autorce

Cześć! Jestem Kinga. Lubię koty, wspinaczkę i choinkowe światełka. Nic nigdy nie sprawiało mi takiej przyjemności, jak słyszenie słów "Ej, to serio jest takie proste?", i to już od czasu, gdy w wieku siedmiu lat nauczyłam młodszą koleżankę, jak wiązać buty. Choć wizja siebie jako nauczycielki pojawiała się u mnie regularnie, była skutecznie tłumiona, bo za każdym razem, gdy o tym komuś wspominałam, słyszałam: "Naprawdę? Chcesz uczyć... gimnazjalistów?", zupełnie jakbym powiedziała, że chcę adoptować karalucha. To sprawiło, że pasję do uczenia innych odkrywałam bardzo długo. W końcu jednak mi się to udało, czego efektem jest ten blog :) Zapraszam do czytania!